poniedziałek, 24 listopada 2014

Młyny wyborcze





Dzień, w którym Kaczyński, z Millerem wezwali do unieważnienia niekorzystnych dla nich wyborów samorządowych może być początkiem pełzającej, antydemokratycznej rewolucji w Polsce. Pierwszym jej elementem był zajazd na siedzibę Państwowej Komisji Wyborczej zorganizowany przez radykalne odłamy prawicy zorganizowany i dowodzony przez znanych awanturników politycznych między nimi: Wiplera, Brauna i Ewę Stankiewicz. Zabrakło szybkiego i skutecznego działania organów odpowiedzialnych za ład i bezpieczeństwo, co nie wystawia dobrego świadectwa naszemu państwu. Kiedy przestraszeni nie na żarty sędziowie sporządzili oświadczenie o wstrzymaniu działalności tego organu w trakcie obliczania wyników wyborów, ruszyła wreszcie spóźniona interwencja policji. Pobity uprzednio przez policjantkę podczas wywołanej w Warszawie pijackiej burdy poseł Wipler, tym razem przezornie wcześniej upuścił trefne miejsce,reżysera Brauna wynieśli z budynku policjanci, a dziennikarka Gazety Polskiej po zatrzymaniu rzekomo zachorowała. Widocznie zanadto wyczerpała swoje siły i nadszarpnęła zdrowie, biorąc udział w szturmie i wyważaniu drzwi do budynku Krajowego Biura Wyborczego.

Następnego dnia szczwany jak Lis Witalis prezes PiS-u wydał oświadczenie odcinające się od chuligańskich wybryków prawicowych jastrzębi i o to chodziło. Podburzyć narwańców do chuligańskich wybryków przeciw politycznym przeciwnikom i przyglądać się z boku, jak rozwija się akcja, a d czasu do czasu dolewać oliwy do ognia. Pobudzeni emocjonalnie wyznawcy Kaczyńskiego podnieśli lament nad wygranymi przecież formalnie przez „Prawo i Sprawiedliwość wyborami. A to, dlatego, że stracone przez wrogą Platformę głosy nie padły ich łupem, lecz pozyskane zostały przez rządowego koalicjanta Polskie Stronnictwo Ludowe, które wynikiem blisko 24 % głosów odniosło historyczny sukces. Dążąca od lat do władzy agresywna pisowska prawica, po raz kolejny odbiła się od szklanego sufitu i nadal pozostaje poza orbitą realnej władzy w województwach, a perspektywa zwycięstwa w przyszłorocznych wyborach prezydenckich i parlamentarnych cofnęła się daleko za polityczny horyzont. Pozostaje, więc PiS-owi wzmocnić brudną grę obliczoną na destabilizację państwa, z nadzieją na przechwycenie władzy po zdemolowaniu politycznych przeciwników. Jedynie taka strategia może im przynieść sukces, bowiem odsądzanie polityków innych opcji od czci i wiary, a nawet kreowanie ich na zdrajców i zaprzańców praktycznie zamyka pisowcom drogę do zawierania powyborczych koalicji.

Czyja wina, gdzie przyczyna? – należałoby zawołać w obliczu blamażu wybitnych polskich prawników, od lat zasiadających w Państwowej Komisji Wyborczej. Otóż to. Wygląda na to, że czcigodne te osoby od pewnego czasu zadawalają się właśnie zasiadaniem i kontemplacją własnej ważności i nie przykładają się do organizatorskiej roboty. Być może należy tak zmienić statut tego organu, żeby do podejmowania decyzji o informatyzacji obsługi aktu wyborczego dopuścić również fachowców w tej dziedzinie. Jest to pożądane tym bardziej, że wiek tych znakomitych w swej dziedzinie sędziów, delegowanych przez trzy najważniejsze polskie trybunały, może nasuwać wątpliwości, co do ich kompetencji i wiedzy w zakresie nowoczesnych technik komputerowych i informatycznych. Dymisje złożone przez członków tej niesłychanie ważnej komisji otwierają pole do takich zmian. Poprawa działania komisji i zmiany w ordynacji wyborczej powinny być przedmiotem szerokiej, społecznej debaty. Nie powinna ona jednak odbywać się na ulicach w blasku ognistych rac, podczas ogłuszającego huku petard.

Nie da się jednak obronić pisowskiej tezy o totalnym wypaczeniu wyników ostatnich wyborów, choć nie da się też wykluczyć, że doszło w nich do dość dużej liczby nieprawidłowości, a nawet drobnych przekrętów. Należy jednak pamiętać, że cudom nad urnom powinny skutecznie zapobiegać przepisy o obsadzaniu składów komisji wyborczych. W każdej z nich ma prawo zasiadać przedstawiciel komitetu wyborczego, którego kandydaci znaleźli się na listach wyborczych w danym okręgu. Trudno przyjąć do wiadomości, że delegowane do komisji osoby nie potrafiły skutecznie strzec prawidłowości samego aktu głosowania, a później w czasie liczenia głosów interesów swoich mocodawców i dopuściły do takich wyborczych oszustw, które mogłyby mieć wpływ na sfałszowanie ostatecznych wyników. Co w takim razie robili w lokalach wyborczych mężowie zaufania? Mądre przysłowie mówi: Kijem tego, co nie pilnuje swego. Pozostaje wiec zapytać pana prezesa, Kaczyńskiego. Jak to się stało, że kilkudzięciotysięczna armia pisowskich działaczy nie zdołała zapobiec oszustwom, o których on publicznie mówi? I jeszcze jedno. Czy partii, która tak łatwo daje się oszukiwać można powierzyć władzę? Czy takie rozwiązanie będzie korzystne dla naszego kraju? Te pytania to czysta retoryka, bo Jarosław Kaczyński miał dość politycznej mocy, żeby nie dopuścić do sfałszowania wyborów na swoją niekorzyść, ale nie przepuści tak doskonałej okazji, sprokurowanej słabością ważnego organu państwa, do wygenerowania politycznych korzyści dla siebie, To woda na jego młyn, bo w politycznej destrukcji jest on prawdziwym mistrzem.

czwartek, 13 listopada 2014

A słowo kłamstwem się stało





Szukajcie prawdy, prawda was wyzwoli – to słowa według ewangelii, wypowiedziane przez samego Jezusa, dwa tysiące lat temu. Sądząc po tym, boskim wezwaniu prawda musiała być już w tamtych czasach towarem mocno deficytowym i tak niestety pozostało do dziś. Święta księga głosi, że na początku było słowo. Skoro tak to jakieś ciemne siły musiały sprawić, że to słowo stojące u genezy świata,  niepostrzeżenie zamieniło się w kłamstwo strojące się w uniformy zrabowane prawdzie, bo ta rzekomo jest szlachetna, a kłamstwo plugawe. Jeśli tak jest to dlaczego w oceanach kłamstwa pływają zaledwie okruchy prawdy? Ano może po części dlatego,  że kłamstwo stara się być przyjemne, dla ucha miłe, a prawda nie tylko zadaje, ale także nieustannie rozdrapuje rany. Wśród ludzkich spraw składających się na dżunglę współczesnego świata kłamstwo i oszustwo najbujniej się krzewią.  Opanowały bez reszty wszystkie dziedziny życia, a jednym z najuważniejszych mateczników tej patologii są regiony występowania władzy i polityki.

Jesień tego toku obfituje w medialne wydarzenia demaskujące, głęboko skrywane,  niezbyt budujące oblicze klasy sprawującej w władzę w naszym kraju. Jeszcze nie ucichły echa zawstydzającej afery taśmowej, niszczącej wizerunek tuzów Platformy Obywatelskiej a już wypływają niczym plamy oliwy z dziurawego, podwodnego okrętu następne, kompromitujące polityków fakty. Okazało się, że marszałek Sejmu, druga osoba w państwowej hierarchii kłamie jak z nut, zmieniając swoje wypowiedzi niemal z godziny na godzinę. Przez gadulstwo i samochwalstwo Radosława Sikorskiego światowa opinia publiczna dowiaduje się o rzekomej ofercie rozbioru Ukrainy, złożonej przez Władimira Putina premierowi Donaldowi Tuskowi. Może tak było, a może nie. Jakby nie patrzeć ten przeciek wystawia władzom Polski złą opinię na arenie międzynarodowej i podważa ich wiarygodność wśród sojuszników. Co by o tym nie myśleć czołowy polski polityk na pewno kłamał, albo podczas udzielania wywiadu amerykańskiemu portalowi, albo wtedy kiedy wstydliwie dementował swoje rewelacje zasłaniając się zawodną pamięcią.


Władza i opozycja na jednym fałszywym koniu jadą. Okazało się, że Prawo i Sprawiedliwość to taka polityczna formacja, która cynicznie łamie prawo, a niesprawiedliwość uprawia w sposób bezczelny. Mówią, że pycha poprzedza upadek. Wydało się szachrajstwo kiedy podpite żony,  towarzyszące posłom powracającym z wycieki do Madrytu zaczęły raczyć się na pokładzie samolotu wniesionym tam alkoholem i poszturchiwać interweniującą stewardesę. Suma sumarum okazało się, że czołowi harcownicy PiS-u, Adam Hofman, Mariusz Antoni Kamiński i ich nieco mniej znany kolega, gromiący na co dzień  przeciwników politycznych za brak patriotyzmu i moralności,  oszukiwali i okradali państwo polskie, wyłudzając niemałe pieniądze z sejmowej kasy,  na rzekome, służbowe przejazdy własnymi samochodami. Pozującemu na „prawdziwego Polaka” i przywódcę lepszej części społeczeństwa Jarosławowi Kaczyńskiemu nie pozostało nic innego jak wyrzucić z partii  zachłannych nieudaczników, lecz nie za draństwo tylko za zdołowanie notowań jego partii przed wyborami. Niejaki pan Masztalerek, następca pechowego Hofmana zamiast kajać się i przepraszać Polaków za kłamstwa i oszustwa pisowskich dygnitarzy,  począł chwalić się przed kamerami wysokimi standardami moralnymi obowiązującymi rzekomo w jego partii. Tak wygląda leczenie kłamstwa kłamstwem.

Ta paskudna patologia na szczytach władzy nie byłaby możliwa, gdyby nie było na nią społecznego przyzwolenia. W Polsce nie tylko elity, ale również biznes, administracja  samorządowa oraz klasa średnia przeżarte są nepotyzmem i korupcją. Przerażenie budzą doniesienia o łamaniu prawa przez sędziów i prokuratorów, czyli tych urzędników, który w założeniu mają stać na straży prawa i czuwać nad jego przestrzeganiem. Setki ujawnionych przypadków unikania odpowiedzialności za łamanie przepisów drogowych,  pod ochronnym płaszczykiem immunitetu wydają się być wierzchołkiem patologicznej góry lodowej bezprawia w szeregach gnuśnie i ociężale wykonujących swoje obowiązki, obsypanych przywilejami urzędników wymiaru sprawiedliwości. Kłamstwo wszechobecne w szeregach prawniczych elit sprawia, że dysponujący finansowymi zasobami groźni przestępcy cieszą się wolnością, a w więzieniach siedzą niepełnosprawni skazani za kradzież batonika.

Nie lepiej dzieje się wśród innych zawodów, wynoszących się na piedestał,  jako profesje zaufania publicznego. Prym wiodą tu lekarze, którzy powodowani chciwością okłamują i oszukują Narodowy Fundusz Zdrowia, wyłudzając pieniądze za usługi medyczne opłacone już przez pacjentów, odwiedzających ich prywatne gabinety. Płacą tam drogo za zabiegi,  które mogliby uzyskać nieodpłatnie w publicznych szpitalach i przychodniach.  Zdesperowani ludzie nie mogą bowiem miesiącami i latami czekać w kolejkach na usługi lecznicze w obliczu narastających dolegliwości i postępującej utraty zdrowia. Znaczący wpływ na tą zawstydzającą odległość terminów realizacji usług medycznych,  wykonywanych w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego ma uszczuplenie środków finansowych Funduszu, wyłudzonych przez nieuczciwych medyków. Okłamywanie cierpiących ludzi jest dziś nagminnie stosowanym sposobem na zaspokojenie rozbuchanej chciwości.

Apogeum panoszenia się kłamstwa przypada zawsze podczas kampanii wyborczej, a szczególnie w jej końcowej fazie. Politycy wszystkich szczebli, ubiegający się o prestiżowe i dobrze opłacane stanowiska, a także o dostęp do guzików uruchamiających złotodajne  mechanizmy korupcyjne nie przebierają w obietnicach. Aby do władzy! Nieważne czy składane obietnice są realne do spełnienia, przecież i tak nikt nie zamierza się z nich wywiązywać. Kłamstwo i pomówienie są najbardziej skutecznymi środkami na pozyskanie głosów płynnej części elektoratu. Wyborców mobilnych nie trzeba przekonywać. Oni już dawno zostali pozyskani udziałem w powyborczych zdobyczach przypadających zorganizowanym sitwom. Machina propagandowa obwiesza miasta i wioski dziesiątkami tysięcy plakatów, obrzuca milionami ulotek. Wydrukowano w nich miliony kłamliwych obietnic. Kłamie każdy ktokolwiek ma interes, żeby wprowadzić do organów władzy ludzi, którzy będą tam dbać i pilnować jego interesów. Nawet Kościół nie jest wolny od tej przypadłości. Wprawdzie oficjalnie kler nie wskazuje na kogo wierni mają głosować, ale zaradni proboszczowie potrafią zadbać, żeby parafianie głosowali na osoby najbardziej przyjazne Kościołowi. Słowo stało się kłamstwem.