wtorek, 19 lutego 2013

Tajna korporacja





Widowiskowe teatrum z Wandą Nowicką w roli głównej zagrane po mistrzowsku przez główne siły polityczne na sejmowej scenie, po raz kolejny przypomniało społeczeństwu starą prawdę, że koszula bliższa ciału niż sukmana. Władza i pieniądze zawsze chodziły i nadal chodzą w parze. Za pieniądze kupuje się władzę, a władza zapewnia dostęp do pieniędzy. Wanda Nowicka twierdzi, że broni interesów kobiet i jest tak być może, ale skoro władza otworzyła jej drzwi do skarbca, to dlaczego nie miałaby zadbać przede wszystkim o interes własny. Wszakże mówią; kijem tego co nie pilnuje swego. Nie byłoby nic szczególnego w zachowaniu wicemarszałkini, bowiem powszechnie znana jest fraza o wodzie sodowej, która uderza do głowy osobom nagle wyniesionym ponad szarą przeciętność bytowania. Gdyby nie postawa całej legislatury, która w głosowaniu nad jej odwołaniem zaaprobowała wątpliwą moralność wybrańców narodu, czerpiących z ogólnej kasy według własnych potrzeb, bez oglądania się na potrzeby tych, którzy ich wybrali.

Trudno jakoś mimo dobrej woli dopatrzyć się szczególnych zasług, uprawniających wielką rzeszę urzędników państwowych i samorządowych do pobrania z podniesionym czołem dodatkowych pieniędzy za pracę. Tym bardziej, że wyniki badań opinii publicznej jednoznacznie wskazują na niezadowolenie przeważającej części społeczeństwa z pracy posłów, senatorów, całego rządu, poszczególnych ministrów oraz najważniejszych polityków zarówno obozu władzy jak i opozycji. Może to obawa, że nie zostaną ponownie wybrani skłania ich do finansowego zabezpieczenia się na przyszłość? Tak jednak nie jest, bowiem  klasa polityczna tak skonstruowała ordynacje wyborcze i partyjne statuty, że wybór do organów przedstawicielskich zależy wyłącznie od umieszczenia kandydata na liście wyborczej przez partyjnego guru. Pieniądze na nagrody dla polityków i ich ludzi, o których głośno w ostatnim czasie stanowią tylko wierzchołek góry lodowej wobec milionów dodatkowo wypłaconym administracji w województwach, powiatach i gminach. Nic nie znaczą w tej sytuacji mętne tłumaczenia, że bulwersujące nagrody zostały przyznane zgodnie z prawem. Pozostają one rażąco wysokie w stosunku do uposażeń zwykłych ludzi. Polska jest wprawdzie państwem prawa, ale złego prawa uchwalonego przez rządzących, na własny użytek i dla własnych korzyści.

Marnotrawstwo środków i sił było jednym z grzechów głównych gospodarki w Polsce Ludowej. Oponenci tamtego ustroju przypisywali przyczyny tego stanu rzeczy socjalizmowi. Okazało się jednak, że niekompetencja, nieudolność i korupcja obecnej władzy przerasta o niebo, niesławne doświadczenia tamtej nomenklatury. Przykładów nie da się zliczyć. Każdy kolejny bardziej bulwersujący od poprzedniego. Wybudowano lotnisko w Modlinie za pieniądze podatnika, z pasem startowym naszpikowanym grudkami marglu jak świąteczne ciasto rodzynkami; Tymczasem każdy domorosły betoniarz wie, że obecność marglu dyskwalifikuje kruszywo, gdyż ten wystawiony na działanie wody kruszy beton, w którym się znajdzie. Odpowiedzialnych za ten blamaż urzędników jak zwykle nie ma. Polska oszustwem stoi. Brak jest przyzwoitej alternatywy dla tej władzy. Nie poszły jeszcze w niepamięć występki IV RP. Przebywający w Nowym Jorku prezydent biednej Polski wynajął dla swojej świty całe piętro najdroższego hotelu. Indagowany o tą rozrzutność premier, prywatnie brat prezydenta oświadczył, że Rzeczpospolita jest zbyt dumna, żeby uprawiać dziadostwo. W takim razie dlaczego mamy w kraju tylu wykluczonych żyjących w nędzy i tylu doświadczających  życia we wstydliwym ubóstwie?

Państwo polskie to dziś państwo Tuska, Kaczyńskiego, Millera i kliku innych, pomniejszych, lecz wpływowych graczy politycznych. To państwo dramatycznie rosnących nierówności społecznych. Kraj ogromnych dysproporcji, od bezwstydnego bogactwa, jakże często o wątpliwej legalności, do wstydliwego ubóstwa pędzącego setki tysięcy młodych ludzi na zarobkową emigrację i żałosnej nędzy coraz większej rzeszy wykluczonych z podziału produktu społecznego. Tak ostrego podziału na  ”My” i  „Oni” jeszcze w Polsce nie było. Złowieszczej aktualności nabierają utwory wybitnych pisarzy XIX wieku. Nowele „Antek”, „Janko Muzykant” czy wiersz Konopnickiej „ W piwnicznej izbie” pasują jak ulał do dzisiejszej rzeczywistości. Krajem rządzi tajna korporacja stworzona przez postsolidarnościową klasę polityczną. To coś w rodzaju „Układu”, którym straszył Jarosław Kaczyński. Miał rację, tylko tyle, że on sam i jego frakcja są integralną częścią tego układu. Wprawdzie przywódcy dwóch największych ugrupowań szczerze się nienawidzą, ale w kwestii utrzymania się w na politycznej orbicie działacze wszystkich frakcji są  na tyle zblatowani, żeby korporacja władzy mogła dobrze funkcjonować.

piątek, 1 lutego 2013

Kto tu rządzi?





Ten ma władzę, kto ma siłę. Utrata siły jest równoznaczna z utratą władzy. Walka o dominację jest motorem napędowym ludzkiej cywilizacji. We wszystkich systemach społecznych od tyranii po demokrację zawsze chodzi o jedno i to samo. O zdobycie i utrzymanie władzy. Cała retoryka usiłująca przypisać uczestnikom tych zmagań szlachetne intencje to tylko mniej lub bardziej zręczny kamuflaż. To zasłona dymna kryjąca prawdziwe intencje dążących do hegemonii podmiotów życia politycznego, pozwalająca im łatwiej ujarzmić lub chociażby podporządkować sobie resztę populacji. W dzisiejszych czasach jest trudniej niż kiedykolwiek skupić całą władzę w rękach jednej osoby, a nawet formacji. Jeśli więc nie można przejąć całej puli, należy przy pomocy wszelkich, możliwych do zastosowania środków wyrąbać sobie jak największą część owego plastra miodu nazywanego sferą rządzenia.

W III Rzeczpospolitej trwa właśnie widowiskowy spektakl przed zafascynowaną publicznością, której liczebność bije na głowę nawet tłumy wielbicieli telewizyjnych, mydlanych seriali. Na zapleczu tej sceny działają polityczni gracze. Wciskając odpowiednie guziki kreślą wektory, którymi z różnym skutkiem próbują sterować życiem społeczeństwa, według wyznawanych i głoszonych przez siebie ideologii. Wśród suwerenów za szczególnie potężny uchodzi Kościół. Za komunizmu Kościół katolicki w Polsce był ostoją konserwatyzmu i nie podlegał erozji podobnej do swoich zachodnich odpowiedników, wystawionych na niszczące działanie konsumpcjonizmu i popkultury.

 Z braku legalnej opozycji przyjął na siebie zadanie miękkiej konfrontacji z reżymem. Stanowił przewagę dla wszechobecnej i niemal wszechmocnej partii komunistycznej i moralne oparcie dla katolickiego społeczeństwa. Z tego powodu księża, a szczególnie hierarchowie byli, co najmniej w tym samym stopniu politykami, co kapłanami. Są przesłanki ku temu, żeby twierdzić, że tak zostało do dziś. Zasadność tej oceny potwierdzają wypowiedzi wysoko postawionych osób życia publicznego po śmierci prymasa Józefa Glempa. Więcej w nich faktów o tym, co ten szlachetny człowiek zrobił dla Polski jako polityk, niż o jego  kapłańskich zasługach dla duszy ludzkiej.

Dewizą rządzących w Polsce komunistów było zawołanie. – Partia kieruje, rząd rządzi. Komunizm upadł, ale zasada pozostała. Po pewnej modyfikacji przejął ją zwycięski Kościół.
Konkordat, Komisja Majątkowa i wprowadzenie religii do szkół dało klerowi potężny wpływ na wszystkie dziedziny życia w kraju. Niestety w tym samym czasie Kościół musiał stawić czoła fali konsumpcjonizmu i laicyzacji, która po zniesieniu granic wdarła się ze „zgniłego” Zachodu do kraju z siłą wodospadu. Kompletnie nieprzygotowani do tej inwazji hierarchowie nie potrafili utrzymać rządu dusz, które ochoczo ruszyły używać życia i zupełnie ignorując siedem grzechów głównych zaciągały na konsumpcję coraz większe kredyty. Co gorzej tym samym tropem ruszył kler, dając tym samym zły przykład szeregowym katolikom. Z powodu braku osiągnięć na niwie ewangelizacji hierarchowie postanowili posłużyć się państwem do szerzenia prawd wiary, inspirując prawodawcę do wydawania nakazów i zakazów obwarowanych sankcjami z penalizacją włącznie.

Episkopat dufający sobie, że jest dyspozytariuszem jedynej, objawionej przez Boga prawdy, uważa się za organ nadrzędny wobec państwa. Żądają, więc hierarchowie ustanowienia takich regulacji prawnych, które wprowadziłyby w Polsce system oparty na społecznej nauce Kościoła. Nic, więc dziwnego, że nie tylko nie liczą się z pragnieniami i potrzebami ludzi myślących inaczej, lecz z podziwu godną konsekwencją zwalczają wszelkie inicjatywy legislacyjne zmierzające do prawnego uregulowania statusu mniejszości seksualnych. Polem bitwy światopoglądowej bywa najczęściej sala Sejmu, gdzie prawicowa, inspirowana przez Kościół  nadreprezentacja poselska nie dopuszcza do debaty nad jakąkolwiek legalizacją jednopłciowych związków partnerskich i do pozytywnego unormowania leczenia bezpłodności metoda in vitro.

Katolicy mają prawo wierzyć, że Kościół jest święty, bo jest w nim Duch Święty, ale dla niekatolików jest to tylko godna szacunku wspólnota wierzących, której duchowi przywódcy nie mają prawa zabraniać innym żyć według własnych upodobań, o ile te nie naruszają praw innych ludzi. Nie powinni łączyć tego co Boskie z tym co cesarskie. Chrystus nie pisał listów do rzymskich senatorów i nie podejmował prób uzyskania wpływu na rzymskie prawo. Nie brał udziału w państwowych uroczystościach. Głosił swoją naukę ludziom, pokazywał im drogę prowadząca do zbawienia. Dziś Kościół Chrystusowy ma nieporównywalnie większe możliwości głoszenia ewangelii od swego, Boskiego założyciela.

 Do dyspozycji polskiego duchowieństwa stoi tysiące świątyń, zapełniających się wiernymi. W tysiącach szkół młodzież chodzi na lekcje religii. Głoszący Słowo Boże i społeczną naukę Kościoła mogą korzystać z elektronicznych i papierowych mediów. Zwrócono Kościołowi z naddatkiem zabrany przez komunistów majątek. Atakowane często przez księży za bezbożność państwo utrzymuje ich za pośrednictwem Funduszu Kościelnego. Może, więc nadszedł czas, aby nie obciążać wyłącznie innych za demoralizację katolickiego w większości społeczeństwa, tylko winnych poszukać także we własnych szeregach. Metoda wykluczania ze społeczeństwa ludzi niemieszczących się w oficjalnym kanonie ideologicznym źle się bowiem kojarzy i już dawno temu doszczętnie się skompromitowała.