Polska oszustwem stoi
Chciwość jest główną
siłą napędową obrotu gospodarczego we współczesnym świecie, a oszustwo jednym z
najskuteczniejszych sposobów alokacji wytworzonych dóbr.
Każdego dnia media bombardują nas wiadomościami o
perfidnych przekrętach układających w
łańcuch napędowy utrzymujący w ruchu system społeczno-gospodarczy Zachodniego
Świata. W dążeniu do globalizacji i maksymalnej wolności obrotu
gospodarczo-finansowego doszło do sytuacji, że nawet jeśli coś jest zabronione
też jest dozwolone. Oznacza to nie mniej jak
ciche przyzwolenie polityków na jawne funkcjonowanie podmiotów, niedwuznacznie stosujących zabronione prawnie
metody i rozwiązania, zmierzające do umyślnego
wprowadzenia w błąd i wykorzystania naiwności ludzkiej do pozbawienia bliźnich owoców ich własnej
pracy.
Kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Ta druga część
najważniejszej z chrześcijańskich zasad choć bywało, że funkcjonowała na zasadzie pustego
sloganu, to jednak była w życiu
społecznym obecna. Dziś wyrugowało ją całkowicie prześmieszne powiedzonko „
kasa misiu, kasa”, rozpowszechnione swego czasu przez pewnego, dowcipnego we
własnym mniemaniu selekcjonera
piłkarskiej reprezentacji. – Jaki stan konta taki stan ducha – ten slogan
reklamowy znanego banku jeszcze lepiej odzwierciedla stan umysłu przeciętnego
mieszkańca naszego kraju, usytuowanego w górnej strefie średnich stanów
materialnego sukcesu, któremu głos sumienia i
etyczny kodeks zastępuje teraz zasobność rachunku bankowego.
Po dwudziestu latach przemian ustrojowych oszustwo urosło do
rangi naszej, sztandarowej cechy
narodowej. Polacy wzięli sprawy w swoje ręce i szybko nauczyli się osiągać
osobiste korzyści wszelkimi dostępnymi środkami, nie próżnując nawet podczas
letniej kanikuły. Jak grzyby po deszczu pojawiły się w kraju biura podróży z
niecnym zamiarem oskubania spragnionych egzotycznych wrażeń turystów, chcących
poznać siłę swoich pieniędzy w luksusowych, zagranicznych kurortach. W pełni
lata przelała się przez krajowe media fala sensacyjnych newsów o masowej
upadłości tych placówek, wcześniej ani chybi zaplanowanej przez łepskich
właścicieli. Jest wielce prawdopodobne, że wśród porzuconych na pastwę losu wczasowiczów było
całkiem sporo takich, którzy pieniądze na zagraniczne wojaże także zdobyli niezbyt
uczciwie.
Tego typu hochsztaplerka to jednak mało szkodliwy margines
wobec ośmiornicy nazywanej eufemistycznie sektorem finansowym. Nigdy w dziejach
oligarchia finansowa nie miała tak wielkiego wpływu na losy całej, ludzkiej
populacji. Banki szeroko rozwinęły swoje macki w formie niezliczonej ilości oddziałów i filii,
trzymając w mrocznym uścisku lwią część obrotu pieniężnego. Żadna transakcja
dokonywana wyemitowanym przez nie pieniądzem plastikowym nie może się odbyć bez
ich pośrednictwa, za które płacimy stale rosnący haracz. Łatwy, szybki i obfity
zysk z finansowych transakcji zwabił
całe zastępy cynicznych cwaniaków i hochsztaplerów, którzy rejestrując
parabankowe firmy łapią w zastawione przy pomocy prawników pułapki naiwnych
klientów, kusząc ich przy pomocy bajecznych reklam mirażem krociowych zysków z
zainwestowanych oszczędności, lub oferując szybkie pożyczki na super
lichwiarski procent.
Ten oszukańczy proceder
szerzy się bez rozgłosu, niczym złośliwy nowotwór przerasta zdrową
tkankę społeczną. Z czasem jednak patologia daje znać o sobie, kiedy któraś z
piramid finansowych osiąga stan krytyczny i przystępuje do realizacji zysków, a
wtedy ciułacze budzą się ze słodkiego snu o zyskach z ręką w nocniku. Afera Amber Gold to
kolejny dzwonek alarmowy sygnalizujący
rozwój gangreny, toczącej ogarniętą szaleństwem konsumpcjonizmu współczesną
Polskę. Niestety jak dotąd tego typu ostrzeżenia nie będą w stanie wygenerować
korzystnych zmian systemowych, dopóki poszkodowani usiłują ratować się na własną
rękę, szukając bezskutecznie ocalenia każdy z osobna, przed ostateczną utratą
zdefraudowanych im przez eleganckich finansistów pieniędzy. Zmianę złodziejskiego systemu na bardziej
przejrzysty i w miarę uczciwy można osiągnąć tylko przez zbiorowe wystąpienie
oburzonych obywateli, przeprowadzone z siłą tajfunu.
Fundamentem tego chorego systemu jest sojusz pławiącej się w
luksusie oligarchii finansowej z klasą polityczną, wspomagany przez
zarabiających krocie na oszukańczych reklamach właścicieli mediów i posłusznych
im dziennikarzy. Beneficjenci tego systemu okopali się przy pomocy ordynacji
wyborczych, ustaw, rozporządzeń i immunitetów sądach, prokuraturze, urzędach
centralnych, samorządowych, zakładach i placówkach budżetowych, agencjach
rządowych oraz osławionych spółkach skarbu państwa. Wykonywanie zadań
publicznych przez aparat państwa schodzi systematycznie na dalszy plan,
ustępując miejsca roli utrzymywania obficie zaopatrzonego żłobu, na potrzeby
rządzących elit oraz ich zaplecza
rodzinno-kumoterskiego. Ze światem gospodarczo-finansowym łączą te oazy
stabilizacji i dobrobytu silne więzy korupcyjne.


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna