Futbolowe Eldorado
Motto: Ten,
komu zdarzyło się odkopnąć piłkę chłopcom grającym na podwórku jest większym
sportowcem od fana futbolu, który obejrzał wszystkie mecze piłkarskich
mistrzostw Europy.
Współczesny sport jest jedną z głównych gałęzi globalnego
biznesu podobnie jak przemysł, handel, energetyka czy inne kluczowe segmenty
światowej gospodarki. Szlachetne idee barona de Coubertina już dawno zostały
porzucone przez animatorów ruchu sportowego na rzecz wszechobecnego hołdu
mamonie. Wysoki wyczyn nie jest już zwieńczeniem sportu masowego. Wyparła go z
roli wychowania i kreowania wybitnych sportowców kosztowna hodowla gladiatorów
traktowana, jako inwestycja mająca w przyszłości przynieść znaczące profity. W
imię kultu pieniądza wpaja się od dzieciństwa przyszłym sportowym herosom, że
trud i wyrzeczenia, jakie ponoszą zaprocentują satysfakcjonującym stanem
bankowego konta.
Dźwignią zwiększającą nieustannie pęd do zdobywania
sportowych umiejętności jest miraż niesłychanie wysokich apanaży, wypłacanych idolom
tłumów oglądających wielkie widowiska z ich udziałem, oraz bajońskie sumy z
tytułu kontraktów reklamowych. Niestety dotyczy to tylko niezbyt licznej
procentowo elity. Natomiast cała reszta kilkudziesięciomilionowej kadry
zawodniczej to wyrobnicy, dość marnie opłacani w stosunku do włożonej pracy i
ryzyka utraty zdrowia. Przypomina to ręcznie napędzaną karuzelę, na której
nieliczni beneficjenci wożą się kosztem wysiłku utrzymujących cały interes w
ruchu.
Motorem napędowym biznesu sportowego jest kapitał,
potrzebujący jak kania deszczu skutecznego marketingu, najważniejszego
narzędzia do osiągnięcia sukcesu na rynku reklam towarów i usług. Adresaci tych
reklam tysiącami wypełniają sportowe areny, ale tak naprawdę liczą się setki
milionów widzów, słuchaczy i czytelników otrzymujących przekaz z tych imprez,
nafaszerowany gęściej reklamami niż przysłowiowe ciasto rodzynkami. Na potrzeby
sportu pracuje potężny segment gospodarki produkujący odzież, obuwie, sprzęt i
niezliczoną ilość potrzebnych i zbędnych gadżetów, tak chętnie kupowanych przez
fanów.
Sport, a szczególnie piłka nożna w większym stopniu niż inne
dziedziny życia jest podatny na wszelkie formy przekupstwa i stanowi wdzięczne
pole działania dla zorganizowanej przestępczości. Struktury związków sportowych
są tak zainfekowane wirusem korupcji, że nie sposób jej ukrócić bez
fundamentalnych zmian ustrojowych w państwie. Inaczej nadal będzie odrastać
szybciej niż głowy Hydry. Wymownym na to przykładem są dość mierne osiągnięcia
wymiaru sprawiedliwości w tak zwanej aferze „Fryzjera”, która obnażyła cuchnące
szambo ukryte pod szyldem Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Wokół sportu, który jak się wydaje jest dziś integralną
częścią popkultury porażonej przez narkomanię, wyrosły potężne gangi zajmujące
się produkcją, przemytem i rozpowszechnianiem narkotyków, tej największej obok
terroryzmu plagi XXI wieku. Sportowe areny wypełniają tłumy kiboli
podochoconych alkoholem i najaranych substancjami psychoaktywnymi. Oglądanie
meczy piłkarskich na haju jest dziś kultową rozrywką poszukującej mocnych
wrażeń młodzieży. Ujęta w cywilizacyjne ramy walka na boisku z reguły nie
rozładowuje nagromadzonej w nich agresji. Sami, więc przystępują do działania,
bijąc się z policją, niszcząc i dewastując stadiony oraz miejską infrastrukturę.
Narkotykowe gangi żyją w symbiozie z rosnącymi w siłę
formalnymi i spontanicznymi zrzeszeniami pseudokibiców. Moc ich społecznego
oddziaływania próbują cynicznie wykorzystywać politycy do podniesienia sobie
słupków sondażowych. W obronie kiboli wystąpiła prawicowa partia opozycyjna,
starając się wykreować ich na miłujących Polskę patriotów. Przywódcę łobuzów z
Łazienkowskiej odwiedził nawet w więzieniu były senator Zbigniew Romaszewski, a
energicznie broniła posłanka Beata Kępa. Kilkanaście dni przed rozpoczęciem
Euro policja przeprowadziła widowiskową akcję prewencyjną aresztując 40 osób
zamieszanych w handel narkotykami, w tym osławionego „Starucha”.
Na fali entuzjazmu wywołanego przez zbliżające się Euro
bogacą się właściciele i gwiazdy mediów. Z dnia na dzień dziennikarze starają
się podnieść stopień podniecenia futbolowej publiczności eksponując w
programach publicystycznych znanych z futbolowych annałów, a dziś
skandalizujących gwiazdorów. Magnesem przyciągającym widzów, a z nimi reklamodawców
uczyniono ostatnio Jana Tomaszewskiego, tego samego, który „zatrzymał Anglię”
na Wembley w 1974 roku. Ten świetny ongiś bramkarz, dzisiaj poseł PiS-u jest
obecnie tylko skandalistą znanym z niewyparzonej gęby i bzdur, które wygłasza.
Wydaje się, że największym beneficjentem polsko-ukraińskiego
Euro pozostaje jednak europejska unia piłkarska – UEFA. Szefostwo tej
ekskluzywnej organizacji podyktowało państwom-organizatorom turnieju
mistrzowskiego drakońskie warunki. Cały zysk pada łupem futbolowej centrali.
Całość kosztów ponoszą Polska i Ukraina. Do dyspozycji tak zwanej rodziny UEFA
przyciśnięci do ściany organizatorzy musieli zadysponować najlepsze hotele, w
których futbolowi dygnitarze będą rezydować, hulać i tańczyć przez cały
miesiąc. Spolegliwe wobec niej władze zgodziły nawet na rezygnacje z należnych
państwu podatków
Cóż takiego jest w tej grze, że przyciąga uwagę i budzi
emocje milionów konsumentów? U zarania, której można doszukać się makabrycznej
zabawy Brytów kopiących po pobojowisku odcięte głowy rzymskich żołnierzy.
Wydaje się, że głównym magnesem jest tu element zorganizowanej, grupowej
rywalizacji, w której widzowie, zarówno ci skupieni wokół boiska, a także przed
ekranami telewizorów mają złudzenie czynnego uczestnictwa. To w ślad za nimi
jak pszczoły do miodu ciągną współcześni kramarze skutecznie wciskający im
produkty dzisiejszego, konsumpcyjnego świata i tłuste trutnie zawłaszczające
owoce cudzej pracy.
U podłoża niespotykanej w dziejach sportu ekspansji i
świetności futbolu widać wyraźnie chciwość i agresję, jako główne siły
napędowe. Potwierdza to mierne zainteresowanie meczami towarzyskimi, gdzie ci
sami zawodnicy prezentują taką sama grę, ale brakuje stawki wywołującej emocje.
Może to smutne, ale paliwem pobudzającym ducha współczesnego sportu są
wszelkiego rodzaju izmy z nacjonalizmem, szowinizmem, ksenofobią i
antysemityzmem na czele. Pozbawiony tych pożywek wyczynowy futbol kurczy się i
zanika. A piękno sportu? No cóż, pozbawione biletu wstępu błąka się wokół
sportowych aren.


Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna